Opowieść o drodze – ostatnia

OPOWIEŚĆ CZTERNASTA – MISIEK POSIADA GUZA Zostawiliśmy Klausa, z całym szacunkiem, nad nowym problemem. Droga rozszerzała się w miarę jej przybliżania i zwężała w oddali. Z lewej strony zbliżał się skosem do Drogi człowiek, z przekrzywioną na ramię, piegowatą głową. Wymachiwał rękami. Dziwnym trafem (z woli autora) spotkaliśmy się w miejscu jego przecięcia Drogi. – Cześć, jestem Misiek – zamachał rękami. – Witamy – odpowiedziałem w imieniu Konia i swoim….

Więcej

Opowieść o drodze VII

OPOWIEŚĆ JEDENASTA – ORZECH GORDYJSKI Klaus, którego wszyscy znają. A nie cenią tylko ci, którzy sami tego nie są warci. Stał na drodze i miał problem. Jak to Klaus. Podjechaliśmy blisko. – Witaj, Klaus. Jaki masz problem? – spytałem uprzejmie. – Orzech – lakonicznie odparł Klaus. – A konkretnie? – dopytywałem się. – Zastanawiam się, czy on jest pusty, czy nie? – Koń opuścił swoje ciężkie, acz precyzyjne kopyto, na…

Więcej

Opowieść o drodze – VI

OPOWIEŚĆ DZIESIĄTA – PRZYGODA, KTÓREJ STARCZYŁOBY ZA DZIESIĘĆ Słyszeliście zapewne wiele mądrych teorii na temat powstawania i istnienia Tęczy i raczej każdy ją widział, choć raz. Może to i prawda, co o Niej mówią, że kropelki, rozszczepianie światła, a tak naprawdę to jej nie ma. No cóż, to zależy dla kogo… Jechaliśmy z Koniem niespiesznie, rozglądając się po okolicy, ale nie nachalnie i pazernie, za jakąś przygodą, tylko tak, ot,…

Więcej

Opowieść o drodze V

OPOWIEŚĆ ÓSMA – SZUKAMY SZCZĘŚCIA Od pewnej chwili doganialiśmy niespiesznie idącą postać. Szła w tym samym kierunku, co my, tyle, że Koń ma dłuższe nogi ( i to cztery!), więc był coraz bliżej. Doganiany przez nas mężczyzna obejrzał się i uśmiechnął. Zrobiło nam się miło. To fajnie, gdy ktoś wita nas uśmiechem. Tym bardziej, gdy jest to zupełnie nieznajomy. Zrównaliśmy się z nim i Koń uprzejmie zwolnił kroku. Nieznajomy uśmiechnął…

Więcej

Opowieść o drodze IV

OPOWIEŚĆ SZÓSTA Jechaliśmy z Koniem niespiesznie. Południe oparło się ciepłą dłonią na okolicy. Pod drzewem stał kolejny spotkaniec. – Cześć! Jestem Toperz. – Chyba nietoperz (Cześć!) – poprawiłem go z uśmiechem. – Chyba jednak Toperz. Wiem, co mówię! – Koń westchnął ciężko i wzniósł oczy do nieba. Pomyślał: “Dlaczego zawsze musimy spotykać jakichś odmieńców? Dziwaków, którym zdaje się, że są wybitnie ciekawi i oryginalni okrutnie? Zaczyna mnie to nudzić”. Pewnie…

Więcej

Opowieść o drodze III

OPOWIEŚĆ CZWARTA – MAŁY KSIĄŻĘ To był Mały Książę. Pewnie jesteś ciekaw, czy to TEN Mały Książę? A skąd ja mam wiedzieć? Każdy Mały Książę jest TEN! No bo niby KTÓREN? Wyglądał normalnie – korona, długi płaszcz. Coś ze złota, coś ze srebra, jak to książę. Koń aż stanął ze zdziwienia. Nie ukrywam, że też byłem zaskoczony. Bądź co bądź jest to postać raczej charakterystyczna. – Witaj, Mały Książę! –…

Więcej

Opowieść o drodze II

OPOWIEŚĆ DRUGA – W KTÓREJ SPOTYKAMY PTAKA Nie będę zagajał za każdym razem, co widać tu, a co widać tam, jaka jest temperatura wody i powietrza, no chyba, że będzie to ważne. Umówmy się od razu; raczej nie zbaczamy z Drogi (my, to znaczy ja i Koń albo Koń i ja, jak kto woli) bez wyraźnej przyczyny i wszystko, co się dzieje, kogo spotykamy i co spotykamy, dzieje się bezpośrednio…

Więcej

Opowieść o drodze I

…podobieństwo do pewnych osób jest zamierzone i nieprzypadkowe… Kiedy usłyszę stukanie końskich kopyt o kamienie, wiem, że niedługo wyruszę w Drogę, że czekają mnie przygody i zdarzenia, które próżno by opowiadać znajomym, czy nawet najbliższym. Wiem, że nawet ty nie raz uśmiechniesz się z niedowierzaniem albo pokręcisz głową. W takim razie lepiej od razu to odłóż. Nie wiem jeszcze, gdzie wyruszę, zresztą, jak się później okaże, nie to jest najważniejsze….

Więcej

La Voilante

Mojej wróżce Przedtem stał na tyle daleko, by nie przekraczać magicznej granicy, za którą portierzy i ochroniarze tego świata robią się zaniepokojeni. Po przekroczeniu której podchodzą leniwym krokiem i patrząc z obrzydzeniem każą odejść… Podchodzą rozluźnieni, bo nie stanowi zagrożenia. Psuje tylko estetykę. Nie pasuje do złoceń, purpury, do eleganckich futer i blasku biżuterii. A można go bezkarnie uderzyć. Niektórzy robili sobie nawet z tego rozrywkę… Był kloszardem już od…

Więcej

Transparent

Nie spodziewałem się, że do tego dojdzie. Że braknie mi słów. Może nie jestem jakimś arcymistrzem, ale to jest moje środowisko naturalne i obracam się w nim dość swobodnie. Zawsze znalazłem jakieś określenie, sarkastyczny żart, kąśliwą uwagę czy sławetną ciętą ripostę. Teraz tylko warczę. Warczę albo wrzeszczę jedno słowo. Makiawel na miarę naszych czasów; w jednych wzmożył nadęcie narodowo katolickie i poczucie misji oraz przede wszystkim, wedle sprawdzonej recepty każdego…

Więcej